Zabójstwo Miss Polski, Agnieszki Kotlarskiej wstrząsnęło całą Polską. Po 17 latach od tragicznych wydarzeń sierpnia 1996 roku, w TVN Style pokazano dokument, w którym wystąpił morderca
Opuchlizna dawno zeszła z oka, rana na sercu się zagoiła za sprawą Kasi, mojej żony. Bardzo ją kocham, ale nie od początku tak było. Tak naprawdę szukałem pocieszenia po okropieństwie, jakie zrobiła mi Zośka i Lotek. Jednak tę tajemnicę zamierzałem zabrać ze sobą do grobu.
I jest to także WINA jego byłej żony, swojej nie widzi! On sie odsunął, bo nie chce wchodzic tam, gdzie go nie chcą!!!!! Składa tylko wniosek do sądu o ustanie obowiązku alimentacyjnego na syna. Dla "ojcapiotra" życie jest jak gra komputerowa. Zobaczył GAME OVER i zaczyna od początku. Nowe życie, nowa zona i nowe dzieci.
Nawet żal się robi tego faceta, bo z tego, co opisuje, jego związek był już martwy od lat i z taką żoną, jak ją przedstawił w tekście, nikt normalny by nie wytrzymał. W skrócie: po urodzeniu dzieci ona przestała go zauważać, od lat nie uprawiali seksu, ona miała do niego ciągłe pretensje i traktowała go instrumentalnie.
. - To głupota! Nie odszedłem od żony - powiedział "Super Expressowi" Zbigniew Zamachowski. - Nie będę komentował tych plotek. Niech te rewelacje toczą się swoim torem - dodał spokojnie. A toczą się, toczą... Od kilku miesięcy w środowisku teatralnym mówi się, że Glińska i Zamachowski mają się ku sobie. I że ich miłość wybuchła w pracy na deskach Teatru Narodowego. Plotki podsycał fakt, że ceniona reżyser teatralna dała Zamachowskiemu główną rolę w reżyserowanym przez nią spektaklu "Lekkomyślna siostra". Glińska sama zagrała niewierną żonę, która po przygodzie z kochankiem postanawia wrócić do męża. Próby trwały miesiącami, w lutym 2009 roku była premiera. Oboje mieli więc okazję, by zbliżyć się do siebie. - Kiedy patrzę Agnieszce w oczy, a mam ku temu wielokrotnie sposobność, od razu zapominam tekst - tak aktor zwierzał się w jednym z dzienników tuż przed premierą spektaklu. Takie wyznanie jeszcze bardziej podsyciło plotki. A było one tym bardziej pikantne, że w sztuce grał też partner Glińskiej, Krzysztof Stelmaszyk (50 l.). Aktor znany z serialu "39 i pół" kilka lat temu dla zdolnej pani reżyser porzucił żonę i dwójkę dzieci. Teraz mówi się, że spotkała go za to kara i sam został porzucony. Na pocieszenie Glińska miała mu zostawić ich wspólną córkę, Janinę (7 l.). - Nie będę tego komentował - powiedział Krzysztof Stelmaszyk i wyłączył telefon, jak gdyby miał już dość szumu wokół jego rodziny. A trochę się tego nazbierało. Nazwisko Glińskiej łączono z Borysem Szycem (31 l.) i Łukaszem Garlickim (32 l.). Z obydwoma spotkała się na planie reżyserowanych przez siebie spektakli. Z pierwszym w sztuce "Bambini di Praga", z drugim w "Opowieściach Lasku Wiedeńskiego". Teraz jej kolejną zdobyczą miałby być Zbigniew Zamachowski. Ale aż trudno uwierzyć, że aktor, który z żoną, aktorką Aleksandrą Justą (40 l.), ma czwórkę dzieci - Bronisławę (7 l.), Tadeusza (9 l.), Antoniego (12 l.) i Marię (14 l.) - wykazał się taką lekkomyślnością. Przecież zawsze marzył o dużej szczęśliwej rodzinie. By zrealizować swoje pragnienia, rozwiódł się nawet ze swoją pierwszą żoną Anną Komornicką, która mieszka teraz z piosenkarką Magdą Femme (38 l.), pierwszą żoną Michała Wiśniewskiego. Ale przecież życie pisze przeróżne scenariusze.
Konflikt rodzice-dzieci i ich rodziny. Odwieczny problem. Autor Wiadomość Dołączył(a): Cz lis 20, 2014 14:49Posty: 128 Konflikt rodzice-dzieci i ich rodziny. Odwieczny problem. WitamTak piszę, bo stoję pod ścianą i nie wiem co dalej, w którą stronę ruszyć. Mam 35 lat. Jestem wierzący i praktykujący, ale w tym temacie w wielu kwestiach można by do mojej postawy się przyczepić. Ślub z żoną brałem, gdy miałem 30 lat. Mamy dwoje dzieci. Długo kawalerzyłem, więc mam sporo na koncie różnych występków. Było dużo alkoholu, kolegów i praktycznie już brak wyraźnego celu. Ot takie hedonistyczne, puste życie, bez miejsca na kobietę. Rodziców nie opuszczałem z myślą jakby to biedni przeżyli, kto by się nimi zajął, zwłaszcza mamą, bo tata też cale życie pił i średnio na niego można było liczyć. Unikałem z nimi awantur, nawet gdy miałem poczucie, że to ja mam rację. A co tam, niech mają. Aż poznałem swoją przyszłą żonę. Po półtorej roku znajomości pobraliśmy się. Jest osiem lat młodsza. Pierwszy problem - wesele. Obie z teściową mają podobne charaktery i podobne życiorysy, z tym że teściowa jest twardsza. Się nasłuchaliśmy...ale. Zamieszkaliśmy u moich rodziców w pokoju 10 m2. Z biegiem miesięcy sielanka zaczęła się psuć. Co dzień jakieś pretensje mamy i żale do żony, ale do mnie wygłaszane. Zapytałem wreszcie- czego mama chce? Czy żebym żonę wypędził, czy co? - płacz, krzyk gniew. Wsiadłem w samochód i pojechałem do pracy. Po powrocie wszystko w normie. Były plany na budowę i dożywotnie mieszkanie z rodzicami, umówiony architekt, kupiona działka, ale... Siostra przyjeżdżała dzień w dzień z dziećmi, a mamie zaczęły się piętrzyć problemy. A to żona nie zajęła się dziećmi siostry jak należy, a to źle spojrzała, a to nie wyszła z pokoju. Była impreza, po której wybuchła awantura, też niby przez moją żonę, ale to mąż siostry sprowokował, a ja zawiodłem przez alkohol. Stare demony wzięły nade mną górę. Ale jak się otrząsnąłem, to zacząłem żony bronić. Szykany i pretensje piętrzyły się. Byliśmy jak piąte koło u wozu. Mama mi gderała, nawet kiedyś powiedziała, że umrze mi żona na raka mózgu bo jest blada (fakt, ma problemy z anemią w trakcie ciąży, czy niskim ciśnieniem, ale taki tekst do syna?). Nasilały się szykany w okolicach świąt, aż w półtora roku po ślubie po strasznej awanturze przedświątecznej, bo żona nie zorientowała się, że trzeba masę do ciasta przygotować obiecałem żonie, że wyprowadzamy się w ciągu roku. Zaczęliśmy szukać mieszkania i znaleźliśmy niedaleko. Też z myślą o rodzicach i doglądaniu ich. Żona zaakceptowała moją "rolę" jeszcze przed ślubem. Żona zaszła w ciążę (świadomie zdecydowaliśmy) i przed porodem wprowadziliśmy się na swoje. Ciąża była z problemami i po porodzie też były problemy, ale przetrwaliśmy. Też powiedziała, że dziecko nam umrze bo ma krostki. Żona się popłakała, a ta siadła i pojechała do domu. Siostra była dzień w dzień ze szwagrem do przeprowadzki obecna, a szwagier pomagał się wyprowadzić. Mama w strasznej histerii przy przeprowadzce i gniewie. Przykro było, ale nie widzieliśmy innego wyjścia. Po naszej przeprowadzce siostra przestała przyjeżdżać do mamy dzień w dzień z dziećmi. Różnie potem było- na dystans i z próbą normalizacji i dalszymi planami na wspólne zamieszkanie z nimi na ich starość, ale... Największym powiernikiem mamy była siostra i szwagier. Z językiem na brodzie biegali jej z pomocą , mimo że szwagier co pół roku dosłownie mamie w twarz w podzięce-robiąc awanturę. Nie liczyła się opieka nad dziećmi w czasie gdy on szarpał nadgodziny. Moja mama też potrafi robić awantury. Kolejno odwracali się ludzie, nawet i od nas, bo jak coś wzięła na tapetę i język to tyle obracała, że nie było potem co zbierać. Z połową rodziny zagniewana i na stopie służbowej. Ale my staliśmy z boku i się cieszyliśmy, że nie wali prosto w nas. Szwagier z siostrą mącili, podpuszczali, manipulowali. Puszczaliśmy mimo uszu, albo pakowaliśmy się i jechaliśmy do domu. Siostra ze szwagrem z biegiem czasu przestali nas odwiedzać - tylko służbowo. Już cieszyliśmy się normalizacją, aż przyszedł czas gdy u mamy przed oknem miała stanąć budowla, która mamie się nie podobała. Próbowałem w firmie coś wskórać, ale to było poza naszym zasięgiem i decyzją. decyzje zapadały kilka pięter wyżej i nawet nie byliśmy o tym informowani. Ale szwagier wiedział lepiej i mamę uświadamiał. Przyjechała do mojej firmy i zaczęła robić awanturę szeregowemu pracownikowi. Chwała Bogu, że szef miał służbowy wyjazd. Szalała po całym powiecie, odgrażała się wszystkim, wyzywała mnie, jaki to ja niedobry jestem i co ona nawojuje. Nic nie odpowiedziałem. Nikt na jej drodze nic jej nie odpowiedział, tylko zbył, albo się odsunął. Następnego dnia zadzwoniłem do siostry i powiedziałem, żeby ją opanowała bo ma troje dzieci i jak się mamuśka nie uspokoi to razem w kolejce w pośredniaku po zasiłek będziemy stali-mamy wspólnego szefa. No i... Mama od ponad tygodnia się nie odzywa, a ja nie mam jakoś motywacji zadzwonić, czy pojechać. Ostatnia jej rozmowa ze mną to były wyzwiska pod moim adresem i nie dostrzegłem tam matczynej miłości. Nie chcę kontynuacji akcji i z każdym dniem mam coraz mniejszą ochotę wyciągnąć pierwszy rękę. Tylko siostra dwa razy dzwoniła, żebym się nie zawzinał i pojechał. A nam jak na złość wypadły problemy zdrowotne syna i bieganie cały tydzień po lekarzach. Nie w głowie było zakładanie worka pokutnego i sypanie popiołu na głowę. Wiem, że muszę z rodzicami w zgodzie żyć, ale nie potrafię tego robić z pozycji szmaty to wycierania podłogi, czy też butów. Pewnie nikt nic sensownego nie podsunie, ale chociaż się wyżaliłem. Pozdrawiam. Cz lis 20, 2014 15:54 mareta Dołączył(a): Pt cze 03, 2011 8:17Posty: 2586 Re: Konflikt rodzice-dzieci i ich rodziny. Odwieczny problem West. Pojechać trzeba, bo to matka, ale nie dać się sterroryzować. Jedź, ale poczekaj niech emocje najpierw opadną. Lepiej, jak emocje trochę opadną. Wór pokutny zostaw w domu, nie masz za co pokutować. Pamiętaj, najpierw żona i dzieci, potem matka. W tym wszystkim widać, że masz cudowną żonę, skoro tyle znosi. Szwagrowie często- robią tzw niedżwiedzią przysługę. Pozdrawiam. Cz lis 20, 2014 19:55 Maxx Dołączył(a): Wt sty 11, 2011 10:46Posty: 70 Re: Konflikt rodzice-dzieci i ich rodziny. Odwieczny problem West1979, rodzicom należy się szacunek, ale to nie znaczy, że masz się dać szantażować, wykorzystywać itp. Dzisiaj jesteś przede wszystkim mężem, ojcem, głową rodziny. Z matką relacje powinny być oparte na partnerskich zasadach o wiele bardziej niż wtedy gdy byłeś dzieckiem. Dopóki matka nie jest zainteresowana wzajemnym szacunkiem, akceptacją, to pewnie problemy o których piszesz będą się tylko piętrzyły, jeśli będziesz się starał jej dogadzać. Przyzwyczaiłeś ją niestety do tego przez lata, ale już chyba czas powiedzieć STOP. Życzę by się relacje z matką poprawiły, ale pamietaj że to za żonę i dzieci jesteś przede wszystkim odpowiedzialny i to jej ślubowałeś wspólne życie i miłość. Szczęść Wam Boże! Cz lis 20, 2014 20:50 mr_fuchs Dołączył(a): Cz maja 12, 2011 15:12Posty: 322 Re: Konflikt rodzice-dzieci i ich rodziny. Odwieczny problem Nie masz o co mieć wyrzutów sumienia. Niektórzy sami zabiegają o to, by umrzeć w samotności. Z Twojego opisu wynika, że matka to nad wyraz toksyczna osoba, która nie potrafi uznać swojego miejsca. Huknij na nią i nie dyskutuj tylko poinformuj jakie są priorytety : najpierw żona, potem dzieci, potem matka. I tak już do jej śmierci. Cz lis 20, 2014 21:25 ogon__ Dołączył(a): Wt maja 31, 2011 16:27Posty: 331 Re: Konflikt rodzice-dzieci i ich rodziny. Odwieczny problem Najlepiej by zrobiła jakaś terapia rodzinna u psychologa. Każdy uważa, że jest czysty i niewinny jako dziewica, a tylko inni czepiają się bez powodu i manipulują. Twoje spojrzenie na całość jest naturalne, ale to nie znaczy, że obiektywne. Założę się, że matka i siostra mają się za nieskalane, a to twoje zachowanie jest dla nich problemem. Sądzę, że to już za daleko zaszło, żeby dialog coś pomógł, na takim etapie focha każda rozmowa przeradza się w kretyniczną bitwę na słowa. Tu do rozmowy trzeba koniecznie trzeciej osoby, której sama obecność wyhamuje emocje i pozwoli na poważne podejście do swoich uczuć. Pt lis 21, 2014 8:07 West1979 Dołączył(a): Cz lis 20, 2014 14:49Posty: 128 Re: Konflikt rodzice-dzieci i ich rodziny. Odwieczny problem Żadna terapia w grę raczej nie wchodzi, chyba że jakaś w formie sądu nade mną lub żoną. Z nikim się nie kłóciłem, nikomu nie wygarnąłem prawdy w twarz, bo jakakolwiek próba dyskusji kończyła się histerią ze strony mamy. Więc odpuściłem i nie dyskutowałem, nie oceniałem. Usłyszeć od własnej matki kilkakrotnie, że nie będzie się miało dzieci bo żona bezpłodna, bo umrze na raka, bo jej rodzina jest taka, czy siaka i ile to krzywd już było. Nic na to nie odpowiadałem, tylko słuchałem - przez rok. Najwyżej przerywałem śniadanie i wychodziłem do pracy, słuchając na odchodne wrzask, że nie idzie się ze mną dogadać. Odkąd zakomunikowaliśmy, że się wyprowadzamy szykany w znacznej mierze ustąpiły. Tylko co jakiś czas jakiś foch, ale też ignorowaliśmy. Siostra ze szwagrem rodzicami na starość się nie zajmą, bo ich znam. Siostra też wiecznie pokrzywdzona i prześladowana. Wykorzystują rodziców. Czasem po dwa-trzy razy dziennie rodzice do nich jeżdżą. Szwagier otwarcie wokół się śmieje, że lepiej trzymać emeryta niż krowę. Mówi się, że miłość rodziców do dzieci rośnie wraz z odległością. Może za blisko mieszkamy? Po wyprowadzce rodzice bardzo rzadko nas odwiedzali. Chyba, że musieli. I to tak, żeby odjechać zanim wrócę z pracy. Co innego z siostrą - u niej byli dzień w dzień. Pomagali nie powiem. Siedzieli nam z dzieckiem dwa-trzy dni w tygodniu przez ponad pół roku, jak żonie praca się trafiła. Ta pomoc rodziców polegała na tym, że rano wywoziłem dziecko samochodem do nich i przywoziłem. Nie było tłumaczenia, że ponad półroczne dziecko nie bardzo na 15-20 stopni mrozu wynosić na świeże powietrze z rana. Teściową do domu przywoziłem na pozostałe dni. Ale było, minęło. Arabska logika - jest etat, będzie drugie dziecko, za za nim zwolnienie lekarskie do końca umowy, roczny macierzyński i środki do życia zabezpieczone na najbliższe 3 lata, a potem zobaczymy - do przedszkola się towarzystwo eksmituje. Żona 1 dzień się zastanawiała i zgodnie z planem wszytko poszło. Nie powiem. Pomogli w potrzebie, ale zawsze jakieś ale, jakiś spisek, zawsze ktoś coś, aż przyszedł obecny kryzys. Się piętrzyło, przemilczało dużo, aż wreszcie wybuchło. Pt lis 21, 2014 9:24 Maxx Dołączył(a): Wt sty 11, 2011 10:46Posty: 70 Re: Konflikt rodzice-dzieci i ich rodziny. Odwieczny problem West1979 napisał(a):(...)Usłyszeć od własnej matki kilkakrotnie, że nie będzie się miało dzieci bo żona bezpłodna, bo umrze na raka, bo jej rodzina jest taka, czy siaka i ile to krzywd już było. Nic na to nie odpowiadałem, tylko słuchałem - przez rok. Najwyżej przerywałem śniadanie i wychodziłem do pracy, słuchając na odchodne wrzask, że nie idzie się ze mną dogadać. (...)West, a gdzie Ty masz język? Pewnie matka pomyślała, że jej przytakujesz swoim milczeniem, wiec później miej pretensje do siebie. Ludzie dorośli rozmawiają ze soba. Jesteś teraz bardziej mężem i głową swojej rodziny, niż wrażenie, jakbyś jeszcze nie odciął pępowiny z matka. Najwyższy to jak matka sobie układa relacje z córką i jej mężem, to ich sprawa. Pt lis 21, 2014 9:51 Johnny99 Dołączył(a): Cz wrz 25, 2008 21:42Posty: 16048 Re: Konflikt rodzice-dzieci i ich rodziny. Odwieczny problem Nic ci konkretnego nie doradzę, ale powiem tak - długi czas "siedziałem" w rozwodach i tajemnicą poliszynela jest, jak duży procent z nich ma taki czy inny związek z problemami na linii rodzice-dzieci. Ja akurat miałem wielkie szczęście do rodziców - kiedy wziąłem ślub, mój Tata powiedział mi wprost: "teraz twoja żona powinna być dla ciebie ważniejsza niż my". I widzę, że oboje starają się żyć z nami wedle tej zasady. Czasem to jest trudne, również dla mnie (bo to niekiedy wygląda tak, jakby się odsuwali), ale innego wyjścia nie ma. Ci, których rodzice tego nie rozumieją, lub którzy sami tego nie rozumieją, mają, niestety, trudniej - muszą walczyć. Ale tak samo nie mają wyjścia. Jak to napisano wyżej - musisz odciąć pępowinę. To nie będzie łatwe i bezbolesne dla obydwu stron, ale z drugiej strony nie oznacza przecież zerwania relacji - są większe tragedie w życiu. Trzymam kciuki. _________________I rzekłem: «Ach, Panie Boże, przecież nie umiem mówić, bo jestem młodzieńcem!» Pan zaś odpowiedział mi: «Nie mów: "Jestem młodzieńcem", gdyż pójdziesz, do kogokolwiek cię poślę, i będziesz mówił, cokolwiek tobie polecę. (Jr 1, 6-8) Pt lis 21, 2014 10:05 West1979 Dołączył(a): Cz lis 20, 2014 14:49Posty: 128 Re: Konflikt rodzice-dzieci i ich rodziny. Odwieczny problem Trudno przekreślić wszystko i ot tak się odsunąć. Myślami człowiek pozostaje tam i się martwi bo zostają sami zdani na siebie, ale mama pracowała na to systematycznie. W dłuższej perspektywie nie dadzą sobie rady i będzie jeszcze większa tragedia bo bezradność uznają za upokorzenie. Gadałam z ojcem, żeby trochę jakoś ją hamował, żeby się wypowiedział. Całkowicie ubezwłasnowolniony, nic nie zareagował. Mama całe życie chorowała, całe życie wymagała uwagi. Z perspektywy czasu myślę że problemy z sercem i nadciśnieniem były przez jej histeryczny charakter. Dopiero po wyprowadzce z każdym miesiącem staję na nogi a to już 3 lata na swoim. I coraz większego dystansu nabieram. Gdybyśmy ruszyli z budową, to nie miałbym na dzień dzisiejszy ani żony, ani dzieci, ani domu. To opatrzność Boża, że w porę wybuchła. Staram się być obiektywny i również załagadzać żonę, gdy już ją ponosi. Młodsza, to jeszcze się da. Co do wypowiedzi i dyskusji z matką - nie ma dyskusji. Wszelkie słowo wypowiedziane we własnej obronie to krzyk, płacz, gniew i histeria. Nie ma dyskusji tylko jeszcze bardziej agresywny atak. Filozofia na życie -wrzaskiem wszystko załatwię. Nie było dyskusji, więc przestałem dyskutować, bo to nie miało sensu. Poszliśmy z żoną na przetrwanie, że do wyprowadzki wytrzymamy. A po tym jak zakomunikowałem mamie, że żona jest w ciąży i że za miesiąc kupujemy mieszkanie, to mama stopniała. Już musiałem się wydać, bo nie chciałem, żeby wszystko gdzieś na wsi wypłynęło z innego źródła. Jeszcze zamętu narobiła, próbując nam załatwić konkurencję do przetargu (co mogłoby podnieść koszty) i skłócając nas z naszymi wieloletnimi znajomymi, ale dalej już poszło wszystko po naszej myśli. Pt lis 21, 2014 10:32 Anonim (konto usunięte) Re: Konflikt rodzice-dzieci i ich rodziny. Odwieczny problem Trzeba ustalić priorytet. W mojej ocenie małżeństwo i dzieci są człowiek pozostaje tam i się martwi bo zostają sami zdani na siebie, ale mama pracowała na to systematycznie. W dłuższej perspektywie nie dadzą sobie rady i będzie jeszcze większa tragedia bo bezradność uznają za sprawa, że się martwisz bo to w końcu rodzice są, ale z całego opisu wynika że mama ma jeszcze energii za dwoje, tylko niewłaściwie ją użytkuje więc może się okazać, że postawiona przed koniecznością przekieruje ją we właściwym kierunku. Tydzień się nie kontaktowałeś i już masz wyrzuty sumienia... oj, ja bym posłuchała Johnny'ego z tą nie martw się na zapas, postawienie wyraźnych granic nie musi oznaczać i normalnie nie oznacza zerwania mogą potrzebować po prostu więcej czasu, aby przyzwyczaić się do myśli, że już nie kontrolują Twojego życia a Ty teraz jesteś głową nowej rodziny. Pt lis 21, 2014 10:53 West1979 Dołączył(a): Cz lis 20, 2014 14:49Posty: 128 Re: Konflikt rodzice-dzieci i ich rodziny. Odwieczny problem Też jestem rozeźlony, bo zaatakowała w sferze zawodowej. Była nie do powstrzymania i nic nie dało rady przetłumaczyć. Mam ugruntowaną pozycję zawodową i raczej nie powinna była zaszkodzić, ale pozostałby niesmak i wstyd, gdyby zwyzywała szefa i mu się odgrażała. Ludzi się szanuje, zwłaszcza tych od których jesteśmy w dość dużym stopniu zależni ))). Gdy będę chciał zmienić pracę, to ja o tym zadecyduję, a nie za mnie jakieś żywioły. To był cios poniżej pasa i przelało czarę goryczy. Jakąś nadzieję mi to odebrało i coś pękło. Siostra dzwoniła i upominała, żebym się nie zawzinał, bo nie tylko mama tam w domu została, ale też i tata. Nie odpowiedziałem, że u mnie w domu pozostało dwoje wnuków, bo wydawało mi się to oczywiste. Żonie teraz nic nie krzyczała, to gdyby miała wolę to przyjechałaby w odwiedziny pod moją nieobecność. Może nas na przetrwanie wzięła? Tylko we mnie narasta z każdym dniem jakaś niechęć i tego się boję-że z biegiem czasu nie będę potrafił pokonać pewnych barier. Pt lis 21, 2014 11:17 Kael Dołączył(a): Śr kwi 04, 2012 15:51Posty: 15038 Re: Konflikt rodzice-dzieci i ich rodziny. Odwieczny problem Ciekawe, ze szale goryczy przelal u ciebie cios w prace zawodowa a nie w zone i rodzine.... Zastanow sie nad swoimi poza tym stosujesz typowa dla wielu mezczyzn (popatrz na wlasnego ojca) strusia nie wystarczy milczec. Masz na spokojnie pojsc do rodzicow, najlepiej bez zony (bo po co ona ma tej histerii tesciowej wysluchiwac) i powiedziec, nie zwazajac na wrzaski i szlochy matki, ze to twoja zona i dzieci sa dla ciebie najwazniejsze. Rodzicom pomocy nie odmowisz, ale nie bedziesz na ich kazde zawolanie i kazda fanaberie. I choc do ojca do dotrze i kiedys zonie przetlumaczy. albo i nie. Ale to on trzydziesci pare lat unikal konfliktow i pozwalal zonie nie tylko sobie kolki na glowie ciosac ale i za niego konflikty zalatwiac. To nie jest wzor meza, ale niestety taki sie tobie twoje dzieci (szczegolnie syn) tego unikania porzadnego rozwiazywania konfliktow nie przejal od dziadka, czyli (obecnie) od ciebie musisz dac mu przyklad jak rozwiazuje sie trudne sprawy. Na pewno nie przeczekujac. Pt lis 21, 2014 11:40 West1979 Dołączył(a): Cz lis 20, 2014 14:49Posty: 128 Re: Konflikt rodzice-dzieci i ich rodziny. Odwieczny problem Kael - trochę chaotyczne, ale snuję wnioski. Uderzenie w sferę zawodową, to uderzenie zarówno we mnie jak i w moją żonę. Aktualnie moja praca to nasze jedyne źródło dochodów, więc trzeba je szanować i pielęgnować (plus jakieś tam drobne oszczędności i kredyt). Nawet na zmianę nie bardzo w chwili obecnej mogę sobie pozwolić. Sugerujesz, że mam pojechać pierwszy do matki i próbować krzyczeć głośniej niż ona?Według mnie, jeżeli rozmowa nie pomaga, to krzyk tym bardziej, bo emocje wszystko zagłuszą. Co do żony -broniłem jej. Na każde oszczerstwo wypowiadane 3- 4 raz z rzędu odpowiadałem - nie, to nie jest prawda, nie masz prawa tak jej oceniać, ale to wywoływało jeszcze brutalniejszy atak. Więc się wyprowadziliśmy-to była moja obrona żony przed moją matką. Za mało? A mieliśmy w planach budowę i kupiliśmy wcześniej działkę. Żonie szkoda było bardzo, że nasze ambitne plany odwleką się 10-15 lat, ale też wyjścia nie rozdarty, bo matka zaczyna nienawidzić i mnie i żonę, za to że ja odszedłem od matki i zacząłem żyć własnym życiem. Żona winna, bo mnie odciągnęła. Zapytałem kiedyś mamy, podczas jednego z jej monologów- Czy ja nie mam prawa mieć dzieci?, żony?, własnego życia? Co ja takiego uczyniłem, że to wszystko co próbuję robić, jest złe? - w odpowiedzi wrzask i tyle z dyskusji. To pojechałem do pracy nic nie mówiąc więcej. Pt lis 21, 2014 11:58 Kael Dołączył(a): Śr kwi 04, 2012 15:51Posty: 15038 Re: Konflikt rodzice-dzieci i ich rodziny. Odwieczny problem To nie umiesz po prostu powiedziec swojego normalnie? W domu albo krzyczeliscie wszyscy albo milczeliscie? Najwyzsza pora zaczac zachowywac sie jak normalny masz sie pytac matki, co ci wolno a co nie. Do niej - jak widac - od lat zadne argumenty nie trafiaja. To jest nieszczesliwa osoba, ktora zyje tylko emocjami. Ale ona ma wlasnego meza, ktory ma o nia sie troszczyc i jej to kiedys nie sa jej wlasnoscia i jak pewnie juz slyszales: "Dlatego opusci czlowiek ojca i matke i zlaczy sie ze swoja zona i beda oboje jednym cialem. A tak nie sa juz dwoje, lecz jedno cialo".Dlatego masz rodzicow odwiedzac, patrzec, czy nie potrzebuja pomocy, ale w zarodku ucinac awantury o twoje zycie. W ostatecznosci wychodzac. I to nie ty jestes winny tej sytuacji, wiec nie musisz czuc sie osoby, takie jak twoja matka, ktore mistrzowsko potrafia manipulowac calym otoczeniem, zeby osiagnac co chca. Wszyscy dookola czuja sie winni i szukaja sposobow na rozwiazanie konfliktow, a osoba, ktora je tworzy ... nic nie robi, bo nikt nigdy jej do tego nie przy tym gleboko nieszczesliwa - owszem. Ale to nie uleganie jej fanaberiom jest sposobem pomocy dla niej. Pt lis 21, 2014 12:13 West1979 Dołączył(a): Cz lis 20, 2014 14:49Posty: 128 Re: Konflikt rodzice-dzieci i ich rodziny. Odwieczny problem To prawda. Manipuluje wszystkimi wokół i jakiego by zamętu nie narobiła to zawsze na koniec stawia się w roli ofiary, a jej ofiara zostaje przefarbowana na agresora. W tym roku ja stałem się celem jej ostatecznego ataku. Mimo usilnych prób normalizacji po wyprowadzce napięcie też narastało. Sama żona namawiała do zgody i zapomnienia, ale przy każdym zgrzycie przypominało się te 1,5 roku "sielanki" u rodziców - dalsze 0,5 roku było już w miarę. To było z jej strony duże poświęcenie i to uznaję, bo sama w niedzielę do nich mnie ciągnęła. Cały proces pojednania, współpracy i normalizacji nadzorował uczynny szwagier i moja wiecznie bezradna siostra. Potrafili zawsze mamę pocieszyć, doradzić, ocenić, zasugerować. Podczas, gdy się o coś spiąłem z żoną przy niedzielnym obiedzie u rodziców, co guzik go powinno obchodzić, to szwagier potrafił stanąć po odpowiedniej stronie konfliktu i odpowiednio nim dalej pokierować - też ma talent do eskalacji. A to nas na podwórku samochodem zastawił, a to coś skomentował. Siostra zawsze się tylko uśmiechała i nic nie mówiła. Śmiali się do nas co niektórzy i komentowali, bo publicznie potrafił się na nasz temat udzielić, nawet przy nas-w żartach, ale nam trochę z rodziny opowiadali. Średnio żona i szwagier za sobą przepadają, ale w myśl dobra ogółu, powszechnej miłości i dobrobytu ustępowaliśmy, albo zabierałem rodzinę gdy już się najeżyli na siebie jak koty. Przy tym siostrze i jej mężowi nie wolno nic powiedzieć, żeby nie urazić. Tak teraz i w moim przypadku. Na pewno ułożyli jedyną prawdziwą historię, ją zatwierdzili i się teraz pocieszają. Pt lis 21, 2014 12:57 Wyświetl posty nie starsze niż: Sortuj wg Nie możesz rozpoczynać nowych wątkówNie możesz odpowiadać w wątkachNie możesz edytować swoich postówNie możesz usuwać swoich postówNie możesz dodawać załączników
Pewien mężczyzna na swoim blogu podzielił się historią swojego małżeństwa i wyjawił błąd, jaki popełnił. Jego przesłanie powinno dać nam do myślenia… Żona przestała go pociągać i ją zostawił. Gdy po dłuższym czasie ją spotkał, uświadomił sobie, jak bardzo tego żałuje. Szczere wyznanie: Żona przestała go pociągać Bloger opisuje swoją historię przyznając, że zostawił żonę dla innej: Życie pełne jest zakrętów i zdarzeń, na które nie mamy wpływu. Potrafi nas zaskoczyć i zmienić to, co do tej pory było dla nas wszystkim. Dokładnie rok temu odszedłem od mojej żony. Zostawiłem ją dla młodszej, ładniejszej i zgrabniejszej. Moja żona niestety była grubsza, jej ciało nie było już tak jędrne, miała cellulit, rozstępy i wiszący brzuch. Nie zwracała także uwagi na uczesanie i makijaż. Miał do niej pretensje, że nie robiła makijażu, nie malowała paznokci i nie goliła nóg. W dodatku chodziła głównie w powyciąganych dresach. Rzadko nosiła stanik, przez co jej piersi stawały się zwiotczałe. Nie wspomnę już o jej zarośniętych brwiach… to był koszmar. Długo można pisać, ale generalnie chodziło o to, że nie czułem już do niej pociągu. Nie zwracałem na nią uwagi i nie pamiętałem już kobiety, w której się zakochałem. Żona przestała go pociągać. Przypadkowe spotkanie Rok później mężczyzna spotkał swoją byłą żonę i był pod ogromnym wrażeniem. Według niego wyglądała cudownie. Była zadbana, schudnie ubrana i z seksownym ciałem. Zwrócił nawet uwagę na to, że jej usta były pomalowane pomadką. Nie wyglądała jak matka trójki dzieci, ale po dłuższej chwili zastanowienia dochodziło do mnie, że to jest matka i na dodatek naszych dzieci… I siedzę teraz, rozmyślając, dlaczego tak źle wyglądała w naszym małżeństwie. Nie chciałem się sam przed sobą do tego przyznać, ale to, jak wyglądała moja żona zależało też ode mnie. Nie miała czasu na siłownię, bo była cały czas w domu z dziećmi. Nie miała czasu na codziennie balsamowanie, modelowanie włosów czy makijaż. A jeśli już miała wolną chwilę, to inwestowała ten czas we mnie lub dzieci, zapominając o tym, że sama jest ważna w tym wszystkim. Czemu nie nosiła stanika? W pośpiechu, gdy karmi się dwójkę dzieci, na pewno było jej tak wygodniej. Spóźniona refleksja Dopiero po rozstaniu, bloger zdał sobie sprawę, jak wiele robiła jego żona. I, jak przyznaje, pomimo wielu obowiązków kobieta zawsze się uśmiechała do niego i dzieci. Teraz ma wyrzuty sumienia, że nie potrafił tego docenić. Dziś chcę powiedzieć jedno. Wiem, co to znaczy mieć prawdziwą kobietę w domu. Pozwoliłem jej odejść. Zniszczyłem życie sobie i straciłem osobę, która była moim największym szczęściem. Zamieniłem prawdziwe piękno na to powierzchniowe i złudne. Ale to była dla mnie lekcja, której nigdy nie zapomnę i będzie mi towarzyszyć przez całe życie. Jego była żona spotkała kogoś, kto zaczął jej pomagać w domowych obowiązkach i dzięki temu znalazła czas, by zadbać o siebie. Znalazła kogoś, kto jest dla niej partnerem, a nie traktuje jej jak służącą. Zrozumiałem to zdecydowanie za późno, ale wierzę, że przeczyta to ktoś w podobnej sytuacji i będzie wiedział już, jak się zachować… Z całą pewnością takich historii jest więcej. Starajmy się traktować drugą osobę jak partnera – nie jak zło konieczne. Niech każdy przemyśli to i podejmie odpowiednie kroki…
fot. Adobe Stock Nigdy nie spieszyło mi się do ślubu, ale gdy wpadliśmy z Kaśką, niezbyt miałem wybór. Podobała mi się i zdecydowanie coś do niej czułem, ale nigdy nie powiedziałbym, że to była moją wielką miłością. Co mogę powiedzieć? Stało się i tyle. Jej rodzice i moi znali się od dawna, lubili i chyba nawet ucieszyli się, że będą mieć wspólnego wnuka. Bardzo mocno jednak naciskali na ślub, a ja im uległem. Robiłem wszystko, żeby być dobrym narzeczonym, mężem, a później ojcem. Uczucie do Kaśki jednak jak na złość nie przychodziło. Lubiłem ją, byłem przyzwyczajony do tego, że jest obok. Ale to nigdy nie była miłość. Czy to moja wina, że nie umiałem jej pokochać? Kaśka z czasem była nie tylko osobą, do której byłem po prostu przyzwyczajony, ale też osobą, od której mnie odpychało. Nie chodziło tu tylko o to, że po ciąży się roztyła i przestała o siebie dbać, chociaż pomagałem jej jak mogłem zarówno przy dziecku, jak i w domu. Stała się opryskliwa, wredna i suszyła mi głowę o każdą pierdołę. Talerz w zlewie? Bura. Pranie zostało w pralce, chociaż nie miałem o nim pojęcia? Awantura. Nie kupiłem masła, bo zapomniała wpisać je na listę zakupów? Kolejna kłótnia. Myślę o sobie, że jestem opanowanym człowiekiem. Na jej wybuchy reagowałem najpierw ciszą, potem kontratakiem i w końcu, gdy chyba już całkowicie przestało mi zależeć, znowu ciszą zakończoną tylko przewróceniem oczami. To doprowadzało ją do wściekłości. Żal mi było tylko naszego syna. Grześ rósł jak na drożdżach i zamiast kochających go rodziców miał matkę-furiatkę i ojca, który nie mógł się do niego zbliżyć, bo od razu dostawał burę, że nie zajmuje się synem tak, jak powinien. To logiczne, że skoro nie miałem szansy na normalne życie we własnym domu, zacząłem go szukać poza nim. Z Kaśką przestało łączyć mnie cokolwiek poza kredytem na mieszkanie i 2-letnim już synem. Przestaliśmy nawet spać w jednym łóżku — wolałem przenieść się na kanapę. Jej to nie przeszkadzało, bo praktycznie ze sobą nie rozmawialiśmy. Z czasem przestała zauważać, że i na tej kanapie mnie brakowało. Gdzie wtedy byłem? Łatwo się domyślić — u kochanki. Gabi poznałem w pracy. Pracuje w innym dziale i kilka razy spotkaliśmy się na kawie: najpierw w biurze, później poza nim. Powiedzieć, że zaiskrzyło między nami od razu, to jak stwierdzić, że Mur Chiński jest nawet długi. Czułem się, jakbym dostał obuchem w głowę. Była miła, roześmiana, świetnie mi się z nią rozmawiało... Była taka inna od mojej żony. Na początku opierała się moim zaproszeniom, bo nie chciała spotykać się z żonatym mężczyzną. Była uczciwa, a nie oszukujmy się — obrączka na palcu nie jest żadnym afrodyzjakiem dla rozsądnie myślących kobiet. Szanowałem to, ale nie dawałem za wygraną. Wiedziałem, że moje małżeństwo skończy się prędzej czy później. Ona w końcu mi uległa. Nasz romans trwał już pół roku, gdy uznałem, że to ten czas, kiedy powinienem zostawić Kaśkę. Gdy powiedziałem jej, że odchodzę, wpadła w szał. Zaczęła rzucać czym popadnie, próbowała wydrapać mi oczy. Na koniec powiedziała, że prędzej zabije siebie i Grzesia niż pozwoli mi się z nim widywać. Kocham syna, ale kocham też Gabrysię. Wiem, że Kaśka nie byłaby w stanie zrobić synowi krzywdy. Jest wstrętną osobą, ale nie potworem. Mimo to bardzo utrudnia mi rozwód i widywanie się z Grzesiem. Gabi mocno mnie wspiera, ale powoli ma dość tej batalii i widzę, że cała ta sytuacja mocno się na niej odbija. Rodzice ze mną nie rozmawiają. Wkrótce była żona kłamie im w żywe oczy, że znęcałem się nad nią i synem. I po środku jestem ja, który po prostu raz w życia chciał być szczęśliwy u boku kobiety, którą kocha. Więcej prawdziwych historii:„Żona nie akceptuje narzeczonego córki, bo ma patologiczną rodzinę. Nie wie, że też jestem ze społecznego marginesu”„25 lat temu chłopak zostawił mnie bez słowa. Okazało się, że w tajemnicy przed wszystkimi został księdzem”„Złapałam męża na dziecko. Zaczął mnie zdradzać i poniżać, bo nigdy mnie nie pokochał”„18 lat temu oddałam syna do domu dziecka. Nie wiem, czy dożyję następnych świąt, więc chciałabym go odnaleźć”
odszedłem od żony i dzieci